Rytuały piękna. Amazońska wystawa fotografii Gustaafa Verswijvera w Węgierskim Muzeum Etnograficznym

W tym tygodniu w Węgierskim Muzeum Etnograficznym otwarto nową wystawę fotograficzną: Rytuały piękna. Ozdoby z piór i malowanie ciała w Amazonii. Wystawa prezentuje niewielki wybór z liczącego 47 tysięcy fotografii archiwum flamandzkiego antropologa Gustaafa Verswijvera, emerytowanego kustosza Królewskiego Muzeum Afryki Środkowej w Tervuren. W ciągu pięćdziesięciu lat (1974–2019) stworzył on to niezwykłe archiwum, żyjąc wśród Indian Mebengokre w brazylijskiej puszczy. Cztery lata temu zdeponował kolekcję w Węgierskim Muzeum Etnograficznym, tłumacząc, że właśnie tam materiał ten będzie naprawdę doceniony i zachowany. To wyjątkowe wyróżnienie dla węgierskiego muzealnictwa.

Konferencja prasowa wystawy z udziałem Gustaafa Verswijvera i jego żony Martine de Roeck (siedzą)

O czym opowiada ta wystawa?

Przede wszystkim o ludzie żyjącym w lesie deszczowym na południe od Amazonki, wzdłuż rzeki Xingu i jej dopływów — sama nazwa „Mebengokre” oznacza „ludzi od źródeł wód”. To lud, który od pierwszego kontaktu z Europejczykami w XVIII wieku aż do lat pięćdziesiątych XX wieku pozostawał w nieustannym konflikcie z poszukiwaczami złota, awanturnikami i grabieżcami ziemi wkraczającymi do ich lasów, aż w końcu rząd brazylijski zawarł z nimi porozumienie pokojowe poparte pewnymi obietnicami. Od tego czasu kontynuują swoją walkę metodami politycznymi przeciwko rządowi Brazylii oraz kolejnym falom spekulantów ziemskich, kopalni złota, plantacji, a ostatnio także planowanym na rzece Xingu elektrowniom wodnym. Dzięki panindiańskim protestom organizowanym przeciwko tym projektom — podczas których Sting użyczył im swojego międzynarodowego głosu — lud ten na pewien czas pojawił się w świadomości światowej opinii publicznej.

mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1mebengokre1

Po drugie, chodzi o to, że mimo nieustannej presji zewnętrznej i walki z nią, lud ten nadal żyje zgodnie ze swoim tradycyjnym sposobem życia — który oczywiście, jak każda kultura tradycyjna, nieustannie się zmienia w wyniku kontaktu ze światem zewnętrznym. Młodzi ludzie dziś od czasu do czasu wyjeżdżają do miast, a na jednym z ostatnich zdjęć można już zobaczyć, jak filmują własną tradycyjną ceremonię za pomocą telefonów komórkowych.

Po trzecie, chodzi o same te ceremonie. Prawie pięćdziesiąt lat i prawie pięćdziesiąt tysięcy fotografii obejmują oczywiście znacznie więcej niż to, ale Gustaaf Verswijver i jego węgierscy kuratorzy wybrali na wystawę szczególnie efektowny i spektakularny fragment materiału, który pięknie przedstawia specyficzne mebengokreowskie pojęcie piękna.

Dla Mebengokre — jak wiemy z prac amerykańskiego antropologa Terence’a Turnera, który badał ich od 1962 roku aż do swojej śmierci w 2015 roku, uczył ich dokumentowania własnej kultury i stał na czele ich walk o ziemię — piękno, mereremex, jest kulturowo ukształtowanym stanem powstającym dzięki uczestnictwu wspólnoty. Człowiek „nie rodzi się gotowy”: ludzkie ciało musi być kulturowo wytwarzane. Osoba nie jest piękna jedynie ze względu na swoje indywidualne cechy, jak w kulturach zachodnich, lecz dlatego, że od dzieciństwa stopniowo włącza się w porządek wspólnoty, coraz bardziej się z nim utożsamia i poprzez udział w rytuałach — wraz z przygotowywanym dla niej malowaniem ciała i ozdobami z piór — wyraża zarówno swoje dostrojenie do porządku kosmicznego, jak i własne, indywidualne miejsce w nim. Piękno to ujawnia się najsilniej nie w pojedynczym ciele, lecz w zbiorowej obecności zsynchronizowanych ciał: w wspólnym widzeniu i doświadczeniu ludzi poruszających się rytmicznie razem, pomalowanych podobnymi, lecz wciąż indywidualnymi wzorami i lśniących piórami.

mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2mebengokre2

Kilka dni po narodzinach dzieci Mebengokre otrzymują imiona nadawane przez szamanów, którzy uzyskują je poprzez natchnienia pochodzące z lasu, od dzikich zwierząt i od duchów. Wśród tych imion są imiona zwyczajne oraz tak zwane imiona „piękne” lub „wielkie”. Te drugie muszą być stopniowo aktywowane poprzez ceremonie wspólnotowe między drugim a ósmym rokiem życia. Są to rytuały „rozszerzania piękna”, podczas których dziecko jest „upiększane” poprzez malowanie ciała, ozdoby z piór, śpiewy, tańce i role ceremonialne — i w ten sposób kształtowane jako społecznie w pełni uformowany człowiek. Vanessa Lea, jedna z czołowych badaczek tych ceremonii, nazywa ten proces „fabrykacją pięknych ludzi”. Rytuały te, które czasem trwają miesiącami, angażują całą wspólnotę i w ten sposób niemal stale przenikają codzienne życie.

Po czwarte, wystawa ta dotyczy także człowieka, który przez pięćdziesiąt lat badał ten lud. Powracanie w to samo miejsce przez pół wieku, spędzenie tam łącznie 40–50 miesięcy, nawiązywanie głębokich relacji osobistych oraz rytualne przyjęcie do rodziny wodza wioski — wszystko to nieuchronnie zmienia badacza, jak również sposób, w jaki dokumentuje on ludzi, wśród których żyje.

mebengokre4mebengokre4mebengokre4mebengokre4mebengokre4

A więc fotografie prezentowane na wystawie nie dokumentują jedynie egzotycznych rytuałów egzotycznego ludu, lecz ludzi. Nie tylko portrety — już samo to, że dokumentacja antropologiczna zawiera ich tak wiele, jest czymś niezwykłym — ale także na zdjęciach ceremonii wspólnotowych każdy posiada własną twarz, własną indywidualność. Parafrazując Roberta Capę, Gustaaf Verswijver był wystarczająco blisko, aby jego zdjęcia były wystarczająco dobre: wystarczająco blisko, by poza rytuałami, pióropuszami, malowaniem ciała, nieznanymi typami twarzy i otoczeniem dostrzec i ukazać człowieka i osobę. A dokładniej — aby zobaczyć i przedstawić ich w taki sposób, by zarówno on, jak i my — uczestnicy jego zachodniej kultury — postrzegali ich jako osoby, jako ludzi podobnych do nas. I poza wszelkim ukazywaniem i rozumieniem inności być może właśnie to jest ostatecznym i najpiękniejszym zadaniem antropologii.

mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3mebengokre3

Add comment