Spisek Pazzich w Berlinie

„Gdy kapłan podniósł Hostię wysoko, padł sygnał, a Bernardo Bandini, Francesco Pazzi i pozostali spiskowcy utworzyli krąg i rzucili się na Giuliano. Bandini pierwszy wbił miecz w pierś młodzieńca, przebijając go na wskroś. Śmiertelnie ranny, zrobił kilka kroków, próbując uciec, ale inni go gonili. Gdy dech mu odchodził, upadł na ziemię. Leżąc tam, Francesco wielokrotnie dźgnął go sztyletem. Tak zginął młody człowiek kochany przez wszystkich.”

Angelo Poliziano: Pactianae coniurationis commentarium
(Notatki o spisku Pazzi), 1478

26 kwietnia 1478 roku, podczas Mszy Świętej w katedrze we Florencji, piątą niedzielę po Wielkanocy, grupa spiskowców z miasta i okolic zamordowała Giuliano de’ Medici i próbowała zabić też jego brata Lorenzo. Lorenzo, mimo ran, zachował zimną krew i bronił się mieczem, aż przyjaciele wciągnęli go do zakrystii i zamknęli za sobą ciężkie brązowe drzwi.

Botticelli: Giuliano de’ Medici, 1478. Berlin, Gemäldegalerie. Zamknięte oczy wskazują, że portret namalowano po śmierci Giuliano

W międzyczasie inna uzbrojona grupa spiskowców pod wodzą arcybiskupa Pizy Francesco Salviatiego ruszyła do florenckiego ratusza, by przejąć kontrolę nad miastem. Cesare Petrucci, kapitan miasta, zauważył niepokój arcybiskupa, kazał zamknąć drzwi pałacu za sobą i pobiegł z członkami Rady Ośmiu na wieżę, gdzie zadzwonili w alarmowy dzwon miasta.

Uzbrojeni zwolennicy Medyceuszy ruszyli na Piazza della Signoria. Gdy otwarto bramy ratusza, mniejsze postaci zostały po prostu rozerwane na kawałki – niektóre fragmenty, głowa i ramię, zostały zabrane jako trofea pod bramy Pałacu Medyceuszy – podczas gdy bardziej prominentni, w tym arcybiskup Salviati, zostali powieszeni przy oknach ratusza, liny na szyjach. Według Angelo Poliziano, który był świadkiem wydarzeń w katedrze, ale do Signorii dotarł dopiero teraz, Salviati w ostatniej desperackiej próbie próbował nawet ugryźć ciało Francesco de’ Pazziego wiszącego obok – tego samego, który wciągnął go w spisek.

Po ataku Lorenzo de’ Medici kazał wykonać liczne popiersia siebie i wystawił je w całym mieście, żeby pokazać, że żyje. Rzeźba ta trafiła do Berlin Skulpturensammlung w 1839 roku

Byłem na samym powieszeniu. Wciąż widzę to, jakby to było dziś: plac przed ratuszem roił się od uzbrojonych mężczyzn. Ponurzy scenografowie właśnie zaczynali zakładać liny na szyje ofiar – a pod pelerynami, wokół talii, by utrzymać je wiszące przy oknach. Na drewniano-gipsowej replika Loggii dei Lanzi obrazy powieszonych ludzi były już namalowane. Botticelli namaluje je znacznie później, po usunięciu ciał, jako ostrzeżenie dla ludu – ale tutaj były widoczne jeszcze przed egzekucją, więc cały epizod można było uchwycić w jeden dzień dla drugiego sezonu The Medici. Tak więc stało się, słowo w słowo tak, jak opowiadam, na placu w Volterra, bo tylko tam przetrwało autentyczne architektoniczne tło, Piazza della Signoria we Florencji została przebudowana w eklektycznym stylu w latach 60. XIX wieku.

W Berlinie w Bode Museum właśnie otwarto wystawę zatytułowaną The Pazzi Conspiracy. Nie jest łatwa do znalezienia, bo ukryta w gablocie z monetami na drugim piętrze. To nie przypadek: w sercu wystawy stoi medalik zamówiony przez Lorenza de’ Medici jesienią tego samego roku, upamiętniający stłumiony spisek. Wokół niego muzeum zgromadziło inne medale Medyceuszy i portrety Medyceuszy ze swojej kolekcji.

Aby zrozumieć znaczenie i sens tego medaliku, najpierw trzeba ogarnąć:

• jaką rolę odgrywały medale we Włoszech renesansowych,
• co spowodowało spisek Pazzi,
• jakie były jego konsekwencje,
• i na podstawie tego wszystkiego, do kogo Lorenzo chciał przemówić – i co chciał przekazać – tym medalem.

Medalik – nie jako moneta, ale jako całkowicie odrębny gatunek artystyczny – stał się popularny we Włoszech w połowie XV wieku, a stamtąd rozprzestrzenił się po Europie. Jego pierwszym przykładem jest portretowy medalik wykonany przez Pisanello w 1438 roku przedstawiający cesarza bizantyjskiego Jana VIII Paleologa, który przybył do Włoch na Sobór w Ferrarze i Florencji; ten medalik jest wystawiony w sali obok wystawy Pazzi.

Na awersie cesarz bizantyjski ukazany jest w profilu – w tradycyjnej pozie starożytnej monety cesarskiej – namalowany z natury przez Pisanello, który był obecny na soborze, i otoczony swoim tytułem cesarskim po grecku. Na rewersie widzimy tego samego władcę na koniu, modlącego się przed krzyżem, z jeźdźcem odwróconym do nas plecami i napisem „dzieło Pisano, malarza portretu”, również po grecku.

Jaki był cel tego medaliku? Badacze zgadzają się, że organizatorzy soboru – Cosimo de’ Medici, a może Leonello d’Este – zamówili go u Pisanella, aby rozdać wyróżniającym się zachodnim uczestnikom. Chodziło o to, by przetłumaczyć egzotycznego władcę Wschodu, przybywającego z równie egzotycznym orszakiem, na zachodni język wizualny jako żyjącego, autentycznego „cesarza rzymskiego”. Tym samym podkreślono jego legitymację na soborze mającym zjednoczyć Kościoły Wschodni i Zachodni, jednocześnie wzmacniając prestiż Cosima de’ Medici, który organizował i finansował wydarzenie.

Wszystko to podsumowuje kluczowe cechy nowego gatunku, medaliku – medaglia:

• to nie moneta, ale znacznie większe dzieło sztuki (ten ma średnicę 103 mm),
• zawiera indywidualny portret współczesnej postaci,
• pełni funkcje reprezentacyjne i polityczne,
• i przekazuje przesłanie dopasowane do konkretnej okazji.

Według Johna Grahama Pollarda w Renaissance Medals (2007), standardowej monografii na ten temat, właśnie ten medal oznacza narodziny renesansowego medaglia jako samodzielnego medium reprezentacyjnego.

Zamierzonymi odbiorcami medaglia byli członkowie elity. Krążyła selektywnie – przez dworskie podarunki i kanały dyplomatyczne – pozwalając zleceniodawcy decydować, których decydentów chce wpływać. Właściwe odczytanie wymagało wyłaniającego się humanistycznego środowiska tamtych czasów. Jak pisze Pollard, jej funkcja była funkcją politycznego samokreowania: patron artykułował swoją polityczną tożsamość, cechy moralne, rolę historyczną i konieczność tej roli w reakcji na konkretne wydarzenie – jednocześnie interpretując samo wydarzenie. Przesłanie medaliku przekazywali dyplomaci, objaśniali humaniści, a dekodowane było w kręgach dworskich; w ten sposób samokreowanie ewoluowało z indywidualnego gestu w dyskurs zbiorowy.

Jak medalik Lorenza de’ Medici dotyczący spisku Pazzi spełniał te kryteria?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw trzeba zobaczyć, co doprowadziło do spisku Pazzi i jakie poważne wyzwania Lorenzo musiał stawić po jego stłumieniu.

Spisek Pazzi był w rzeczywistości myląco nazwany na cześć rodziny Pazzi – niemal eufemistycznie – aby nie wymieniać prawdziwej siły napędowej: papieża Sykstusa IV.

Spisek osadzony był w kontekście włoskiej polityki wielkich mocarstw i miał na celu obalenie porządku ustanowionego przez Pokój w Lodi w 1454 roku.

Włochy po pokoju w Lodi (1454)

Do połowy XVI wieku we Włoszech wyłoniło się pięć wielkich mocarstw: Księstwo Mediolanu, Republiki Wenecji i Florencji, Królestwo Neapolu oraz Patrimonium Petri, czyli Państwa Kościelne. Ich granice kształtowały się przez poprzednie stulecia w wyniku kolejnych wojen ekspansyjnych i obronnych, a po zdobyciu Konstantynopola przez Turków w 1453 roku w Lodi w 1454 roku zgodzili się zaprzestać walk między sobą i zamiast tego zjednoczyć siły przeciwko ekspansji osmańskiej.

Jednak instynkty ekspansjonistyczne wielkich mocarstw trudno wyłączyć z dnia na dzień. Pięć włoskich państw, dobrze się znających, zawarło wtórne sojusze bezpieczeństwa: trio Mediolan, Wenecja i Florencja stało przeciwko sojuszowi Państw Kościelnych i Neapolu, a wszystkie strony pilnie obserwowały siebie nawzajem, czekając, kto pierwszy przekroczy przydzielone granice.

W 1471 roku Państwa Kościelne objął Sykstus IV z rodu Rovere. Dziś pamiętamy go jako wielkiego budowniczego, fundatora słynnej Kaplicy Sykstyńskiej – coś, co, jak wkrótce się okaże, zawdzięczamy jego śmiertelnemu wrogowi, Lorenzowi de’ Medici. W swoim czasie Sykstus był jednak bardziej kojarzony z ustanowieniem hiszpańskiej inkwizycji (1478), legalizacją czarnej niewoli (1481), a przede wszystkim z nepotyzmem na przemysłową skalę. Wynosił wielu siostrzeńców – a może nawet jednego lub dwóch nieślubnych synów – na stanowiska kardynalskie i świeckie, powierzając im rządy i ekspansję Państw Kościelnych.

Melozzo da Forlì: Sixtus IV mianuje Platinę prefektem Biblioteki Watykańskiej, ok. 1477. Wszystkie postacie to siostrzeńcy papieża: od lewej Giovanni della Rovere, Girolamo Riario, Bartolomeo Platina, Giuliano della Rovere (przyszły papież Juliusz II) i Raffaele Riario – kilku z nich później odegrało role w spisku

Sykstus IV pochodził z ubogiej rodziny i wywodził się z zakonu franciszkanów, więc nic dziwnego, że po osiągnięciu władzy papieskiej rzucił się z niepohamowanym apetytem w świat bogactwa. Lekceważąc przyjęte konwencje i niepisane zasady, wkraczał na terytoria sąsiadów niczym renesansowy Trump, a jego najbliższym sąsiadem była Florencja. Wbrew zwyczajowi, bez konsultacji z Florencją, mianował dwóch siostrzeńców na arcybiskupów Pizy i Florencji: Francesco Salviati i słabego umysłowo Pietro Ria rio. Ten ostatni słynął we Florencji z zwyczaju wręczania każdej nowej kochance złotego nocnika – praktyka ta stała się przysłowiowa, aż rozczarowany Twórca zabrał go z życia w wieku dwudziestu ośmiu lat. Kolejnego siostrzeńca, Giovanni della Rovere, ożenił z córką Federiga da Montefeltro, niepokonanego władcy Urbino, wynosząc Federiga do rangi księcia i – wbrew jego wcześniejszej lojalności – czyniąc go wrogiem Florencji. Prawdziwy punkt zapalny z Florencją nastąpił jednak, gdy Sykstus kupił miasto Imola od Księcia Mediolanu za 40 000 dukatów złota, zamierzając przekazać je kolejnemu siostrzeńcowi – lub być może synowi – Girolamo Ria rio, rozpoczynając ekspansję Państw Kościelnych w Romanii. Co gorsza, próbował pożyczyć cenę zakupu od banku Medyceuszy. Lorenzo de’ Medici, głęboko poruszony tą perspektywą zmiany władzy – bo Imola była kluczowym węzłem szlaku handlowego z Florencji do Adriatyku – nie udzielił natychmiastowej, jednoznacznej odpowiedzi. Sykstus potraktował to opóźnienie jako zniewagę i zamiast tego wziął pożyczkę od banku Pazzi, głównych rywali Medyceuszy we Florencji, jednocześnie odwołując Medyceuszy z lukratywnej obsługi rachunków papieskich i przekazując tę rolę Pazzi.

Pazzi byli drugą najbogatszą rodziną Florencji i jedyną, której sieć bankowa choć trochę dorównywała zasięgowi banku Medyceuszy. W przeciwieństwie do Medyceuszy, pochodzili z szlacheckiego rodu. Jeden z ich przodków jako pierwszy zdobył mury Jerozolimy podczas Pierwszej Krucjaty i przywiózł trzy krzemienie z Grobu Świętego jako nagrodę. Każdej Wielkiej Soboty, gdy domowe ognie gasły, te trzy kamienie używano do zapalenia nowego ognia w katedrze, który każda florencka rodzina zabierała potem do domu z nowej świecy wielkanocnej. Ich kaplica rodzinna na dziedzińcu Santa Croce została zbudowana przez samego Brunelleschiego. To wszystko prawdopodobnie dodawało im urazy, że rodzina kupiecka z górskiej wioski rządziła nad nimi.

Kiedy ktoś wyrządzi ci wielką krzywdę, nienawidzi cię ze śmiertelną intensywnością. Po słoniowych posunięciach Sykstusa, uznał, że Lorenzo de’ Medici stoi na drodze wszystkim jego ambicjom, co zrodziło kolejną ambicję: Lorenzo musiał zniknąć ze sceny.

Timing był idealny: książę Mediolanu został zamordowany, pozostawiając nieletniego dziedzica i zmieniając księstwo w „kaczkę kaleką”, podczas gdy Wenecja była związana wojną z Turkami na morzu. To był idealny moment, by uderzyć na Florencję pozostawioną bez wsparcia.

Nie wiadomo, kto zainicjował spisek – papież czy Francesco de’ Pazzi, od którego nazwiska wzięła się cała sprawa. Ale to właściwie nie ma znaczenia: złoczyńcy w końcu się znajdują. Giovanni Battista Montesecco, dowódca straży papieskiej – którego zadaniem było zabić Lorenzo, ale odmówił, mówiąc, że nie będzie działał podczas Mszy, zostawiając rolę dwóm niezręcznym księżom, którzy spartaczyli próbę – złożył zeznanie w więzieniu przed egzekucją, które następnie wydrukowano w pierwszej florenckiej drukarni, założonej rok wcześniej, stając się jednym z pierwszych florenckich druków. W nim zrzuca winę na już powieszonych wspólników, Francesco de’ Pazziego, głowę rodu Pazzi, i arcybiskupa Francesco Salviatiego, subtelnie sugerując, że papież zatwierdził sprawę. Więcej powiedzieć nie mógł, obawiając się o rodzinę. Ale bądźmy szczerzy: jeśli spiskowcy byli w większości siostrzeńcami papieża, uzbrojeni ochroniarze dowodzeni przez dowódcę jego straży, a jednocześnie teść jego siostrzeńca, Federigo da Montefeltro, wraz z najbliższym sojusznikiem, królem Ferrante z Neapolu, rozmieścili armie wzdłuż wschodnich i południowych granic Florencji, to nie trzeba być politycznym geniuszem, by wskazać princeps consilii lub sprytnego mózgu operacji. Pazzi wyraźnie wplątali się w spisek jak Piłat w credo: papież potrzebował lokalnej postaci, która nienawidziła ich rywala, Medyceuszy, na tyle, by ponieść winę – i dokładnie tak się stało.

W swoim bestsellerze L’enigma Montefeltro. Arte e intrighi dalla congiura dei Pazzi alla Cappella Sistina (Kod Montefeltro: Sztuka i intrygi od spisku Pazzi do Kaplicy Sykstyńskiej, 2008) Marcello Simonetta opisuje odkrycie wcześniej niepublikowanego, zaszyfrowanego listu Federiga da Montefeltro, który autor odszyfrował za pomocą kodeksu napisanego przez własnego renesansowego przodka. W liście do papieża Federigo popierał brutalne przejęcie Florencji przez Pazzi na długo przed próbą zabójstwa, uzasadniając, że będą łatwiejsi do manipulacji. List dostarcza klucz do politycznego kontekstu spisku i roli papieża.

Sykstus potrzebował czasu, aby przetrawić ten niespodziewany zwrot akcji. Dopiero 1 czerwca wydał bullę papieską Ineffabilis et Summi Patri providentia („Z niewysłowionej Opatrzności Najwyższego Ojca”), ekskomunikując żyjącego Lorenza i całą Florencję za zabicie duchownych i ciągłe lekceważenie władzy papieskiej. Bulla nie wspominała o spisku ani o zabójstwach w katedrze podczas Mszy. W czerwcu wydano dwie kolejne bulli, oferując odpuszczenie grzechów miastu, jeśli wygnie Lorenza, lub udzielając pełnego odpuszczenia każdemu florenckiemu, kto wsparłby nadchodzące oddziały papieskie nawet snopem siana. Bulle te były więc jawnie wezwaniem do wojny domowej we Florencji.

Wersja drukowana bulli, tutaj. W liście do Federiga da Montefeltro Sykstus wspomina, że „wysłał wysłanników do cesarza, królów Węgier i Hiszpanii itd.” w celach propagandowych.

W międzyczasie sojusznik papieża, król Neapolu Ferrante, wypowiedział wojnę Florencji. Armia Federiga da Montefeltro już stacjonowała na wschodzie, a na północnym wschodzie drugi siostrzeniec Sykstusa i władca Imoli, Girolamo Riario, rozlokował swoje oddziały.

W tym momencie Lorenzo de’ Medici stanął przed Signorią i wygłosił przemówienie, oferując własną egzekucję lub wygnanie, jeśli miałoby to ocalić pokój w mieście. Signoria odrzuciła obie opcje i wysłała list do papieża, broniąc Lorenza i wskazując prawdziwych winowajców. Biskupi toskańscy zwołali również synod, popierając stanowisko Signorii i wydając dekret ekskomuniki wobec papieża – kolejny z najwcześniejszych druków florenckich. Tymczasem Lorenzo potajemnie pisał do króla Francji Ludwika XI, który sprzeciwiał się papieżowi w kwestii praw inwestytury, i otrzymał zapewnienie o wsparciu zbrojnym.

To właśnie w tym momencie kryzysu powstał medalik, który dziś znajduje się w centrum berlińskiej wystawy.

Zachowało się rekordowe co najmniej 19 egzemplarzy medalika. Prawdopodobnie było ich znacznie więcej, co sugeruje list od odlewni w Prato, która produkowała je hurtowo, skierowany do Lorenza. Innymi słowy, Lorenzo wykorzystał ten medal skierowany do elity, interpretując wydarzenie i swoją rolę, jako formę dyplomatycznej propagandy przeciwko papieżowi.

Medalik zaprojektował Bertoldo di Giovanni, uczeń Donatella i kierownik kolekcji rzeźb Medyceuszy: miejsca, gdzie młodzi florenccy rzeźbiarze, w tym Michał Anioł, mogli studiować, kopiować i tworzyć. Bertoldo miał własny warsztat w Pałacu Medyceuszy, gdzie powstawały wzorcowe egzemplarze, natomiast produkcja masowa była powierzona zewnętrznej – tu: prątońskiej – firmie.

Ikonografia medalika jest nietypowa, co odzwierciedla silne zaangażowanie Lorenza. Zazwyczaj awers pokazuje profil patrona, a rewers alegoryczną interpretację wydarzenia. Tutaj, wyjątkowo, obie strony się odzwierciedlają.

Obie strony budują narrację w trzech pasach. Najniższy pokazuje zabójstwo, środkowy ośmiokątną kaplicę katedry we Florencji, a górny portret jednego z braci Medyceuszy.

Na awersie, zwieńczonym portretem Giuliano, lewa strona dolnego pasa pokazuje dwóch zamachowców – Francesco de’ Pazzi i Bandiniego – atakujących Giuliano. Po prawej leży ofiara, a Francesco wielokrotnie wbija w niego sztylet. Spisek wydaje się zwycięski. Nad sceną w kościele unosi się napis LUCTUS PUBLICUS, „żałoba publiczna”.

Na prawej krawędzi rewersu Bandini rani Lorenza podniesionym mieczem. Lorenzo jednak przeskakuje nad balustradą kaplicy, a w centrum widzimy go w berecie (czy w kościele zwyczajowo noszono kapelusze?). Ceremonia toczy się dalej, jakby nic się nie stało, a my wiemy, że nasz bohater przeżył. Odzwierciedla to unoszący się napis: SALUS PUBLICA, „dobro publiczne”.

Motto salus publica jest antyczne, pojawiało się na monetach cesarskich, by celebrować wielkie czyny dla dobra publicznego. Po prawej stronie kaplicy stoi posąg bogini Salus wznoszącej wieniec. Ojciec Lorenza użył tego motta również przy Judith Donatella, kiedy ocalała z wcześniejszego spisku Pazzi. Lorenzo powtórzył to w swoim przemówieniu przed Signorią, deklarując gotowość umrzeć lub udać się na wygnanie dla dobra wspólnego.

Z perspektywy samokreowania motto przekazuje, że Lorenzo został zachowany dla społeczności przez opatrzność boską, chrześcijański odpowiednik starożytnej Salus. I tak jak druga strona opłakuje ulubieńca miasta Giuliano pod napisem LUCTUS PUBLICUS, tutaj społeczność przypisuje przetrwanie Lorenza opiece boskiej. To sprytny kontratak wobec papieskiej bulli ekskomuniki zatytułowanej „Z Opatrzności Najwyższego Ojca…”.

Jak pisze Pollard, medalik to „gatunek kryzysowy”. Zwykle powstaje w sytuacjach nadal płynnych, bez szeroko przyjętej interpretacji. W takich momentach aktor może zaproponować odczytanie wydarzeń przez medal i przekonująco rozpowszechnić tę interpretację wśród decyzyjnej elity – tak jak Lorenzo zrobił z tym medalem.

Jak skuteczna była propagandowa kampania Lorenza prowadzona medalem na dworach europejskich, można tylko wnioskować z późniejszych wydarzeń – o których nie będę się rozpisywać w tym już długim wpisie. Cierpliwości.

Na zakończenie i podkreślenie tematu, chciałbym przedstawić jeden – a raczej dwa – ściśle powiązane medaliki.

26 kwietnia niemal wszyscy spiskowcy zostali schwytani i zabici. Niektórzy byli opóźnieni: dowódca najemników Montesecco mógł dokończyć spowiedź w więzieniu. Jacopo de’ Pazzi ukrywał się w mieście kilka dni, a kiedy go odnaleziono, został rozerwany na placu Signorii. Tylko jeden udało się wymknąć włoskiemu wymiarowi sprawiedliwości do Konstantynopola: Bernardo Bandini, pierwszy, który dźgnął Giuliano.

Aby dokonać pełnej zemsty, Bandini musiał zostać sprowadzony z powrotem do Florencji. Lorenzo wszedł w kontakt dyplomatyczny z sułtanem, a w 1478 roku ambasada osmańska odwiedziła Florencję. Na początku 1479 Bandini został przekazany Florentyńczykom i powieszony na kracie okiennej Signorii, jak inni, wciąż ubrany w turecki strój – „alla turchesa” – w którym się ukrywał. Podobnie jak wcześniejszych spiskowców, szkicowanych przez Botticellego, Leonardo również sporządził studia Bandiniego.

Lorenzo w wyjątkowy sposób docenił gest sułtana. Wiedząc, że Mehmed II, zdobywca Konstantynopola, interesował się zachodnią wizualną reprezentacją, wysłał podziękowania i ukrytą wiadomość poprzez medalik, również zaprojektowany przez Bertoldo di Giovanni na tę okazję.

Na awersie medalika pojawia się portret podmiotu samokreowania, sułtana Mehmeda II.

Sułtan pokazany jest w profilu, w konwencjonalnej pozie monet cesarskich. Medalik ten miał również prototyp, wykonany przez włoskiego mistrza Costanzo da Ferrara na dworze sułtana w Konstantynopolu w latach 60. XV wieku.

Add comment