Niedziela Wielkanocna na Sardynii

W Olienach Niedziela Wielkanocna, jak zawsze, zaczyna się od strzałów. Strzelcy w renesansowych strojach, zachowanych tutaj w tradycji, ustawiają się przy balustradzie kościoła Matki Boskiej na dolnym głównym placu i oddają kolejne ślepe salwy, tworząc dosłownie ogłuszającą, a jednocześnie w jakiś sposób harmonijną przestrzeń dźwiękową, przygotowującą punkt kulminacyjny święta – s’incontru, spotkanie, gdy z jednej strony wnoszona jest figura zmartwychwstałego Chrystusa, a z drugiej figura Matki Boskiej, na wysypany rozmarynem i lawendą główny plac, a Chrystus skłania się przed swoją Matką.

Podłoga małego średniowiecznego kościoła Santa Croce również jest posypana lawendą. Stąd wyruszy procesja z figurą Zmartwychwstałego Chrystusa. Około dziewiątej rano miejsce jest jeszcze puste. Dopiero około dziesiątej zaczynają się tu gromadzić uczestnicy przyszłej procesji z krzyżem, chorągwiami bractw religijnych i samą figurą, którą ustawiają na centralnym stole. W oczekiwaniu na resztę uczestników obecni rozmawiają, robią zdjęcia, częstują się ciastem i winem. Widać wyraźnie, że lokalni winiarze zachowali swoje najlepsze domowe wino właśnie na tę okazję.

oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1oliena2026-1

Następnie procesja powoli wychodzi z kaplicy: na przedzie krzyż, za nim chorągwie, a na końcu podnoszona jest figura Chrystusa, za którą podąża długi szereg wiernych.

Na końcu ulicy wychodzącej na główny plac zatrzymują się, czekając, aż procesja z figurą Matki Boskiej dotrze na drugą stronę placu. Pomiędzy nimi rozciąga się już dywan z lawendy, otoczony przez mężczyzn i kobiety w strojach ludowych, wśród których obie figury wchodzą i spotykają się. Za nimi stoi ludność wsi i przyjezdni. Już po raz drugi spotykam tu Polaków, którzy wszyscy mówią, że przyciągnęły ich wcześniejsze wielkanocne relacje z Wangowego bloga.

oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2oliena2026-2

Na sygnał centralny procesja rusza i wchodzi na plac między szpalerami. Gdybym wcześniej znalazł dobre miejsce za barierkami, mógłbym z bliska filmować spotkanie Chrystusa i jego Matki. Stąd widoczne są tylko dalekie ruchy dwóch figur w środku świętującego tłumu, a moment spotkania rozpoznaje się dopiero po potężnej salwie, która rozlega się od strony kościelnej balustrady.

Potem pochód rusza w górę główną ulicą, w podwójnym szeregu, odprowadzając figury i sztandary do kościoła św. Ignacego na górnym rynku, na wielką mszę wielkanocną.

oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3oliena2026-3

Na końcu pochodu idzie czteroosobowa rodzina, której stroje bardzo różnią się od pozostałych. „Dlaczego aż tak inne?” pytam ich. Okazuje się, że przyjechali z Samugheo na zachodnim wybrzeżu, bo matka stamtąd pochodzi, ale wyszła tam za mąż i noszą tamtejszy strój ludowy. Niesamowite bogactwo – ta różnorodność ubrań i biżuterii, którą widzimy tu w jednej wiosce, w innej formie istnieje w każdej miejscowości na wyspie.

Kto zmieścił się w kościele, słucha mszy, a kto nie, ten przed barami na głównej ulicy prowadzi życie towarzyskie przy prosecco i czerwonym winie albo przy krążących domowych winach i ciastach. Ci, którzy przyjechali na święta do domu, spotykają się z miejscowymi, fotografują noworodki i dziwią się, jak bardzo urosły dzieci. Dzieci mają własne życie towarzyskie, uroczo „dorosłe” – wypatrują odleciałych balonów i ćwiczą kroki do późniejszego tańca korowodowego po mszy.

oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4oliena2026-4

Do barowych lad dostęp jest beznadziejny, więc schodzę do dolnego baru na rynku na piwo. Bar jest pełen strzelców z porannej ceremonii. Gdy zamawiam piwo przy ladzie, stojący obok strzelec od razu mówi do kelnerki, że on za to zapłaci. Ściskamy sobie ręce i zaczynamy rozmowę. Opowiada, że dwa lata temu ujęto już coraz bardziej anarchicznie przebiegające strzelanie w nowe ramy, tworząc cywilne stowarzyszenie strzelców z Olieny „S’Incontru”. Pozują do zdjęć, wieczorem im je wyślę.

oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5oliena2026-5

Kiedy wracam na górny główny plac, dzieci już siedzą w rzędach wokół miejsca tańca. Gdy tłum wylewa się z kościoła, wszyscy schodzą tutaj. Rozbrzmiewa akordeon, zaczyna się taniec. Pierwsze jeden–dwa tańce w kręgu tańczą dzieci, potem powoli tworzą osobne kręgi dorośli w strojach ludowych, a następnie także mieszkańcy przebrani w cywilne ubrania.

oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6oliena2026-6

Około pierwszej zaczynają się powoli rozchodzić uczestnicy, ulegając wezwaniu obiadu. Na dolnym placu każdy bierze kilka gałązek lawendy i rozmarynu. Mówią nam, że gdy wyschną, należy je spalić w wieczór św. Jana i trzy razy przeżegnać się popiołem.

oliena2026-7oliena2026-7oliena2026-7oliena2026-7oliena2026-7oliena2026-7oliena2026-7oliena2026-7oliena2026-7oliena2026-7

Udaje nam się jeszcze złapać moment, gdy „tajna” procesja odprowadza z głównego kościoła figurę Matki Boskiej i sztandary z powrotem do pierwotnej kaplicy. Życie stopniowo wraca do codziennych ram.

Add comment