Wiza do życia

Dzień Pamięci o Holokauście przypada 16 kwietnia. Tym razem jednak, zamiast pisać o śmierci, wolę opowiedzieć historię o przetrwaniu.

We wrześniu 1939 roku tysiące Żydów uciekło z okupowanej przez Niemcy i Związek Radziecki Polski do ówczesnej jeszcze niepodległej Litwy. Gdy 15 czerwca 1940 roku Związek Radziecki zajął Litwę, ziemia zaczęła im dosłownie palić się pod stopami. Jako polscy Żydzi i uchodźcy byli jednymi z najbardziej prawdopodobnych celów planowanych deportacji — nie wspominając o niemieckiej okupacji, której wówczas nikt jeszcze nie mógł przewidzieć.

Wśród uchodźców rozeszła się wieść, że konsulat holenderski w Kownie wydaje wizy na wyspę Curaçao. Dotarcie tam było jednak zupełnie inną sprawą: w tym czasie drogi Europy — kontrolowane przez Niemcy i Włochy — były dla Żydów zamknięte. Jedyna droga ucieczki prowadziła na wschód, przez Japonię. A do Japonii potrzebna była wiza tranzytowa.

W tamtych miesiącach Kowno (Kaunas), stolica Litwy, stało się czymś w rodzaju „północnej Casablanki”, gdzie tysiące uchodźców tłoczyło się wokół konsulatów, podczas gdy agenci wywiadu starali się ocenić zamiary drugiej strony. Właśnie z taką misją Japonia wysłała do Kowna konsula Chiune Sugiharę. Już od początku lat 30. służył jako dyplomata w okupowanej przez Japonię Mandżurii, a tam, w Harbinie, przeszedł na prawosławie.

Kwitnące pąki wiśni przed dawnym konsulatem japońskim w Kownie

Gdy wśród żydowskich uchodźców w Kownie rozeszła się wiadomość, że droga do wolności prowadzi przez Japonię, tysiące ludzi ustawiło się w nocy przed konsulatem. Uzyskanie wizy tranzytowej wymagało jednak dowodu dalszej podróży oraz wystarczających środków na pobyt w Japonii — dokumentów, których większość po prostu nie posiadała. Sugihara zwrócił się do japońskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych o wyjątek, powołując się na zagrożenie życia uchodźców, lecz jego prośba została odrzucona.

Spędził bezsenną noc, po czym napisał: „Jeśli mam wybierać między obowiązkiem służbowym a człowieczeństwem, wybieram człowieczeństwo”. Dla japońskiego dyplomaty, zobowiązanego do ścisłego posłuszeństwa, był to czyn niemal niewyobrażalnej odwagi. Następnego ranka ogłosił tłumowi: wszyscy otrzymają wizę.

Od tego momentu wystawiał wizy ręcznie przez 18–20 godzin dziennie, po 200–300 dziennie, aż do września 1940 roku, kiedy władze sowieckie zamknęły wszystkie konsulaty zagraniczne. Wystawiał je nawet na dworcu — a według relacji także przez okno odjeżdżającego pociągu. Łącznie miał wydać około 6000 wiz.

Sugihara przyznał później, że wątpił, czy tak duża liczba wiz zostanie zaakceptowana na granicy japońskiej. Po latach powiedział: „Nikt nic nie powiedział. Być może nigdy nie zdali sobie sprawy, ile ich wystawiłem”.

Uchodźcy podróżowali przez Związek Radziecki Koleją Transsyberyjską do Władywostoku, a stamtąd statkiem do Tsurugi. Tam zostali przyjęci przez miejscową ludność z niezwykłą życzliwością, a dziś ich przybycie upamiętnia muzeum. Część z nich kontynuowała podróż, inni przetrwali wojnę w Japonii lub na terenach okupowanych przez Japonię, szczególnie w Szanghaju. Ich potomków szacuje się na 50 000–100 000.

Pomnik Sugihary przed jego dawnym liceum w Nagoi. Dziękuję Ryoko-san za zdjęcie i sugestię wizyty w Kownie

Po Kownie Sugihara został przeniesiony do Królewca, następnie do Pragi i Bukaresztu. Tam dopadła go okupacja sowiecka. Wraz z rodziną — żoną, poetką Yukiko Kikuchi, która wspierała go przez cały czas wystawiania wiz, oraz czwórką dzieci — spędzili 18 miesięcy w sowieckiej niewoli.

W 1947 roku wrócili do Japonii, gdzie ministerstwo spraw zagranicznych zwolniło go ze służby — według jego żony z powodu nieposłuszeństwa w Kownie. Do śmierci w 1986 roku pracował jako przedstawiciel handlowy, także w Związku Radzieckim, dzięki znajomości rosyjskiego.

Dopiero w 1984 roku ambasada Izraela w Tokio odnalazła go i przyznała mu wyróżnienie Yad Vashem. Jego działania ratunkowe stały się powszechnie znane w Japonii dopiero podczas jego pogrzebu, kiedy pojawiła się liczna delegacja izraelska z ambasadorem na czele.

Dawny konsulat japoński w Kownie, który był także domem rodziny Sugihary, jest dziś muzeum pamięci. Elegancki budynek w stylu art déco został odrestaurowany tak, aby odzwierciedlał zarówno funkcję mieszkalną, jak i urzędową. Wzdłuż schodów prowadzących z ulicy do ogrodu ściany pokrywają rzędy fotografii wiz wydanych uratowanym ludziom. Na biurku leżą niedokończone wizy, jakby wciąż czekały na dokończenie.

sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1sugihara1

W sali fotograficznej stary aparat — dziś zdigitalizowany — pozwala odwiedzającym stworzyć własną japońską wizę tranzytową. Ja też taką zrobiłem. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać.

Add comment