Ukryci Stalinowie

Najwierniejsi — albo być może najbardziej zagubieni — zwolennicy Wodza w Gruzji wciąż wychodzą na światło dzienne w Dzień Zwycięstwa, jak widzieliśmy. Ale na Kaukazie są miejsca, gdzie nie tylko wierni się ukrywają — sam Stalin woli pozostawać z dala od ciekawskich spojrzeń.

Tam, gdzie droga w pobliżu granicy z Abchazją zaczyna wspinać się serpentynami wzdłuż rzeki Inguri w kierunku Swanetii, wkrótce zatrzymujemy się przy przydrożnej gospodzie w maleńkiej wiosce  Barjashi, składającej się z zaledwie trzech–czterech domów. To Dom Kubdari, nazwany od słynnego gruzińskiego placka mięsnego. Podczas gdy czekamy na kubdari i ostri, przechodzimy do ogrodu za gospodą. Miejsce szczyci się ogromnym prywatnym wodospadem, hodowlą pstrągów i — co ważniejsze — własnym zabytkiem historycznym.

Po tajnym referacie Chruszczowa na XX Zjeździe Partii w 1956 roku, w którym potępił zbrodnie stalinizmu, pomniki Stalina w całym Związku Radzieckim były obalane, niszczone lub przetapiane. W Gruzji jednak — która szczególnie wiele wycierpiała pod rządami Stalina — potępienie wielkiego Gruzina odebrano jako zniewagę narodową i kilka pomników ukryto w piwnicach lub prywatnych ogrodach odległych górskich wsi. Ostatecznie ta narodowa reakcja doprowadziła nawet do powstania Muzeum Stalina w Gori.

Według lokalnych wspomnień ta rzeźba stała kiedyś w holu urzędu publicznego lub kołchozu w pobliskim Zugdidi albo Mestii, a w 1956 roku uratował ją stamtąd mieszkaniec Barjashi. Jeszcze dziesięć lat temu stała w kącie stajni przy gospodzie. Gdy jednak tylne ogrody stopniowo przekształciły się w letnią restaurację ogrodową chłodzoną miejscowym wodospadem — z potokiem, stawem pstrągowym, altanami i zakątkami wypoczynkowymi — rzeźba również znalazła tam swoje miejsce, osadzona na małym postumencie, niedaleko podobnie podniesionego gruzińskiego krzyża.

Micheil Saakaszwili, który doszedł do władzy w wyniku „Rewolucji Róż” w 2003 roku, nakazał usunięcie wszystkich pozostałych symboli stalinizmu. Jednak otwarcie prorosyjskie Gruzińskie Marzenie, które przejęło władzę w 2012 roku, milcząco tolerowało ponowne ustawianie kilku ukrytych pomników Stalina, o ile odbywało się to na prywatnym terenie.  W ten sposób w 2013 roku Grigol Oniani — stary działacz gruzińskiej partii komunistycznej i założyciel „Międzynarodowego Towarzystwa Stalina” — mógł ustawić pełnowymiarowy pomnik Stalina na dziedzińcu swojego rodzinnego domu we wsi Sasashi w Dolnej Swanetii, dobrze widoczny nawet z głównej drogi.

Jak pokazują te przykłady, pomniki Stalina w Gruzji są zachowywane częściowo z powodu dumy narodowej, a częściowo z autentycznej nostalgii za minionym systemem. W Armenii przeważa raczej ten drugi powód — znam tam zresztą tylko jeden taki przypadek.

 Vanadzorska Kara Kilisa, czyli „Czarny Kościół”, zawdzięcza swoją nazwę ciemnym bazaltowym kamieniom. Zbudowana w XIII wieku za panowania kurdyjsko-gruzińskich książąt Zakarydów, średniowieczna świątynia zawaliła się podczas trzęsienia ziemi w 1826 roku, a w latach 1828–1830 została odbudowana w bardziej rosyjskim stylu — większa i z użyciem żółtego tufowego kamienia z Gyumri. Stąd jej charakterystyczny żółto-czarny pasmowy wygląd.

Na dziedzińcu biega roześmiana grupa dzieci w odświętnych strojach. „Jaka dziś jest uroczystość?” pytam nauczycielkę, która mnie rozumie, ale nie potrafi już odpowiedzieć po rosyjsku. Maleńka dziewczynka odpowiada za nią płynną rosyjszczyzną: „Świętujemy, że to nasz ostatni dzień w szkole.” „Macie fotografa?” przechodzę do spraw praktycznych. „Nie.” „W takim razie ustawcie się do zdjęcia grupowego, a wieczorem wyślę je e-mailem.”

W ogrodzie kościelnym znajduje się cmentarz z wieloma pięknymi średniowiecznymi chaczkary — ormiańskimi „żywymi krzyżami” — oraz późniejszymi nagrobkami. Wśród nich, jak królik siedzący w trawie, znajduje się podwójne popiersie, łatwe do rozpoznania: mężczyzna po wojskowej czapce, charakterystycznym wąsie i kowadle z młotem przed nim, które oznaczają go jako Człowieka ze Stali i kowala nowego człowieka; kobieta zaś dlatego, że znamy ją właśnie w ten sposób ze wspólnych fotografii ze Stalinem.

„Jak to się stało, że znalazła się tu figura Stalina i jego matki?” pytam mężczyznę opiekującego się sąsiednim grobem. „To nie Stalin” – odpowiada z chytrym uśmiechem. „To miejscowy mistrz kowalski, który wyrzeźbił tutaj siebie i swoją żonę.” Po sprawdzeniu okazuje się rzeczywiście, że rzeźbę wykonał miejscowy Varpet (= kamieniarz) Mehrab, czyli Mehrab Mirzahayan (1894–?). Nauczył się kamieniarstwa w Baku, a w latach 30. pracował także przy odbudowie Erywania. Po przejściu na emeryturę wrócił do rodzinnego miasta, które wówczas nosiło nazwę Kirovakan na cześć leningradzkiego sekretarza partii Kirowa, i tutaj w okolicznych górach i wsiach wzniósł ponad 40 bogato rzeźbionych źródełek do picia.

Dziś nie da się już ustalić, czy rzeczywiście wyrzeźbił tu Stalina i nadał mu własne imię, aby rzeźba przetrwała, czy też chciał nadać swojemu autoportretowi rysy Stalina. Ale to, że rzeźba przedstawia (także) Stalina, jest pewne. Nie tylko ze względu na identyczność twarzy i atrybutów obu postaci. Nie tylko dlatego, że Stalin ma na sobie charakterystyczną gruzińską czochę, której Ormianin nigdy by nie nosił. Ale również dlatego, że trudno byłoby mu postawić własny portret jako pomnik — bez przynależnego grobu — w tak sakralnej przestrzeni publicznej.

To jeden z przykładów „ukrytych Stalinów”, gdzie Wódz, niczym zbiegły ojciec chrzestny, dla przetrwania przyjmował nawet obcą tożsamość.

I na koniec jeszcze jeden pomnik, który choć nie przedstawia Stalina, ma z nim sporo wspólnego i stoi tu, na cmentarzu w Wanadzorze, obok podwójnego portretu.

Napis na nagrobku:

ՍԱՀԱԿ ՀՈՎՀԱՆՆԵՍԻ
ԶԱՔԱՐՅԱՆ
1935-1956
ՀԻՇԱՏԱԿ ԾՆՈՂՆԵՐԻՑ

 

Sahak Hovhannesyan
Zakaryan
1935–1956
postawiono ku pamięci przez rodziców

Na cokole kolumny znajduje się wiersz nagrobny:

Մարտիրից փչող զեփյուռն ամեն օր,
Առուն, պարտեզը, ուղիները բոլոր
Համերգում են մայր արևի ներքո․
Ասա՛, ինչու՞ ես լռել դու, անգի՛ն,
Կյանքիդ կենսուրախ այս վառ գարունքին։

 

Każdego błogosławionego dnia wieje marcowy wiatr,
Strumień, ogród i wszystkie ścieżki
Dają koncert pod naszym matczynym słońcem.
Powiedz, dlaczego milczysz, drogi,
W tej jasnej, radosnej wiośnie twojego życia?

Sahak Zakaryan zmarł rzeczywiście wiosną swojego życia, w wieku dwudziestu jeden lat, podczas obowiązkowej służby wojskowej młodzieży radzieckiej w 1956 roku. Naturalnie nasuwa się pytanie: czy mogło to być na Węgrzech?

Repatriacja i pogrzeby młodych żołnierzy poległych podczas operacji „Tornada” — czyli tłumienia węgierskiej rewolucji 1956 roku — odbywały się w całkowitej tajemnicy. Rodzinom zakazano mówienia o okolicznościach śmierci lub umieszczania jakichkolwiek odniesień na nagrobkach. Jednak rok, wiek, mundur i nagła śmierć, a także fakt, że w jednostkach Karpackiego Okręgu Wojskowego skierowanych na Węgry służyło wielu poborowych z Kaukazu, czynią miejsce śmierci bardzo prawdopodobnym. Według oficjalnych raportów armia radziecka straciła 720 żołnierzy, a w listach opracowanych przez historyków pojawia się wiele kaukaskich nazwisk.

Radzieckie dowództwo wojskowe zrobiło wszystko, aby ukryć przed ludnością kraju ludzki koszt interwencji na Węgrzech:

• Poległych żołnierzy przewożono zazwyczaj nocą, w cynkowych trumnach oznaczonych jako „ładunek specjalny” (Gruz 2000), po podpisaniu przez rodziny zobowiązań do całkowitej tajemnicy.

• KGB i władze wojskowe ściśle cenzurowały treść nagrobków i były obecne na pogrzebach — odbywających się obowiązkowo w wąskim gronie rodzinnym, w nocy lub nad ranem — aby kontrolować przebieg uroczystości.

• Dokumenty operacji „Tornado” oraz akta strat pozostają do dziś tajne, w przeciwieństwie do list z II wojny światowej.

Obok księcia Konstantina Bagration-Muchraniego szeregowy Sahak Zakaryan jest kolejnym przykładem — jednym z tysięcy — kaukaskich żołnierzy, którzy polegli w walce przeciw Węgrom w służbie rosyjskich, tym razem stalinowskich interesów.

Na cokole kolumny znajduje się wiersz nagrobny:

Մարտիրից փչող զեփյուռն ամեն օր,
Առուն, պարտեզը, ուղիները բոլոր
Համերգում են մայր արևի ներքո․
Ասա՛, ինչու՞ ես լռել դու, անգի՛ն,
Կյանքիդ կենսուրախ այս վառ գարունքին։

 

Każdego błogosławionego dnia wieje marcowy wiatr,
Strumień, ogród i wszystkie ścieżki
Dają koncert pod naszym matczynym słońcem.
Powiedz, dlaczego milczysz, drogi,
W tej jasnej, radosnej wiośnie twojego życia?

Sahak Zakaryan zmarł rzeczywiście wiosną swojego życia, w wieku dwudziestu jeden lat, podczas obowiązkowej służby wojskowej młodzieży radzieckiej w 1956 roku. Naturalnie nasuwa się pytanie: czy mogło to być na Węgrzech?

Repatriacja i pogrzeby młodych żołnierzy poległych podczas operacji „Tornada” — czyli tłumienia węgierskiej rewolucji 1956 roku — odbywały się w całkowitej tajemnicy. Rodzinom zakazano mówienia o okolicznościach śmierci lub umieszczania jakichkolwiek odniesień na nagrobkach. Jednak rok, wiek, mundur i nagła śmierć, a także fakt, że w jednostkach Karpackiego Okręgu Wojskowego skierowanych na Węgry służyło wielu poborowych z Kaukazu, czynią miejsce śmierci bardzo prawdopodobnym. Według oficjalnych raportów armia radziecka straciła 720 żołnierzy, a w listach opracowanych przez historyków pojawia się wiele kaukaskich nazwisk.

Radzieckie dowództwo wojskowe zrobiło wszystko, aby ukryć przed ludnością kraju ludzki koszt interwencji na Węgrzech:

• Poległych żołnierzy przewożono zazwyczaj nocą, w cynkowych trumnach oznaczonych jako „ładunek specjalny” (Gruz 2000), po podpisaniu przez rodziny zobowiązań do całkowitej tajemnicy.

• KGB i władze wojskowe ściśle cenzurowały treść nagrobków i były obecne na pogrzebach — odbywających się obowiązkowo w wąskim gronie rodzinnym, w nocy lub nad ranem — aby kontrolować przebieg uroczystości.

• Dokumenty operacji „Tornado” oraz akta strat pozostają do dziś tajne, w przeciwieństwie do list z II wojny światowej.

Obok księcia Konstantina Bagration-Muchraniego szeregowy Sahak Zakaryan jest kolejnym przykładem — jednym z tysięcy — kaukaskich żołnierzy, którzy polegli w walce przeciw Węgrom w służbie rosyjskich, tym razem stalinowskich interesów.

Add comment